Strona główna » Aktualności » Wolny rynek - lekarstwo na patologie i naciągaczy ( 2010-04-27)

Wolny rynek - lekarstwo na patologie i naciągaczy

W ostatnim czasie toczyła się dyskusja na temat sensu istnienia zawodów regulowanych. Przyczynkiem do niej była sprawa krakowskiego pseudotaksówkarza, który działając na podstawie „licencji na przewóz osób”, po szyldem „to nie jest TAXI” (z czego tylko napis TAXI  był widoczny) woził klientów za 90 zł / kilometr zamiast zwyczajowych około 3 zł (o czym informował niewielki cennik naklejony na tylniej szybie samochodu).

Niemal natychmiast pojawiły się głosy, iż jest to zgubny skutek działania wolnego rynku – co jednocześnie uzasadnia istnienie regulacji zawodowych, w tym w sferze zawodów prawniczych. Niektórzy posunęli się nawet dalej, porównując krakowskiego pseudotaksówkarza do prawników (najczęściej bez uprawnień korporacyjnych), którzy specjalizując się w sporach z ubezpieczycielami, podsuwają klientom (często będącym tuż po wypadku) umowy na dochodzenie odszkodowania z których wynika „success fee” rzędu 30 - 40%.
Jako remedium na te patologie wskazywano uszczelnienie systemu narzucającego ceny urzędowe i regulującego rynek (odpowiednio: dla taksówkarzy – całkowitą likwidację „licencji przewozowych”, będących alternatywą dla licencji taksówkarskich, a dla rynku prawniczego – wprowadzenie przymusu adwokacko-radcowskiego dla jak najszerszej grupy spraw sądowych).

Czy jednak ktokolwiek zastanowił się co umożliwia działanie opisanemu wyżej  krakowskiemu pseudotaksówkarzowi, a także prawnikom reprezentującym klientów w sporach z ubezpieczycielami ? To właśnie brak wolnego rynku !

Te przykłady doskonale pokazują do czego prowadzi istnienie korporacji i przymusu stosowania jednolitych cen (dla usług taxi: ustalanych przez gminę liczby taksówkarzy i cen maksymalnych). Będąc pod opieką „troskliwego państwa” klienci tracą instynkt samozachowawczy i przestają samodzielnie myśleć. Ten pseudotaksówkarz żeruje na niczym innym jak tylko na tym, że ludzie, przyzwyczajeni do cen urzędowych i tego, że Państwo w swojej trosce o obywatela, narzuca własne ceny (wyższe niż rynkowe - ale w rozsądnych granicach) nie sprawdzają samodzielnie cenników przewoźników. 

Ale pozostaje otwartym pytanie - dlaczego tak nie jest np. u fryzjerów, restauratorów czy na setkach innych rynków ? W każdym większym mieście są zarówno fryzjerzy którzy za strzyżenie biorą 20 zł jak i tacy którzy liczą sobie co najmniej 200 zł. Wszędzie są restauracje w których obiad można zjeść za 10zł, jak i takie gdzie kosztuje on co najmniej 200 zł. Dlaczego o tych drogich fryzjerach czy restauratorach nie powstają takie wymowne materiały prasowe, w których nawoływanoby ich do zaprzestania tego oszukańczego procederu ? Odpowiedź jest oczywista: fryzjerstwo czy gastronomia zawsze były objęte wolnym rynkiem, a co za tym idzie, klienci na tych rynkach potrafią zachować się racjonalnie (np. orientując się wcześniej co do cennika wybranego zakładu fryzjerskiego czy restauracji).

Jak więc z powyższego wynika, to wcale nie wolny rynek jest źródłem patologii (np. działania opisanej krakowskiej „pseudotaksówki”), ale wieloletnie istnienie regulacji ograniczających wolność rynku (a co za tym idzie – pozbawiających klientów zdolności samodzielnego myślenia).
Dopóki ludzie (w zaufaniu do regulacji państwowych) będą bez zastanowienia wsiadać do pierwszego czekającego na postoju samochodu przypominającego taksówkę - dopóty na miejsce jednego zlikwidowanego „naciągacza" pojawią się dwaj następni - jeszcze bardziej "wyrafinowani".Dla działalności prawniczej, można to osiągnąć nie przez rozszerzenie do granic absurdu przymus adowkacko-radcowski, ale maksymalnie uwalniając rynek prawniczy (w tym rynek usług zastępstwa procesowego).

Jedyną drogą eliminacji "naciągactwa" jest przywrócenie obywatelom pełnej władzy nad swoimi wolnymi wyborami, a co za tym idzie, także przywrócenie im elementarnego instynktu samozachowawczego i zdolności rozsądnego myślenia.

Autor: Janusz Jakubiec